Wulgarne, sprośne wierszyki czy genialna zabawa formą? Prosta poezja miłosna

Wierszyk Ancymona
Wierszyk Ancymona https://www.facebook.com/milosnapoezja
Ancymon i Salome, czyli ukrywający się pod pseudonimami autorzy, odnaleźli sposób, by w zabawny sposób połączyć swoje zainteresowania z "toaletową" poezją. Wszystko na granicy dobrego smaku, ale jeśli przebijecie się przez warstwę wulgaryzmów, nie będziecie żałować. Każdy może w tych wierszykach znaleźć cząstkę swoich najbardziej intymnych myśli, na pewno można też zdrowo się uśmiać, a czasem znaleźć trafną, ukrytą w prostej formie refleksję.

"Prosta miłosna poezja" - tak nazywa się fanpage, na którym prezentują swoją twórczość Salome oraz Ancymon. Nie zdradzają swojej tożsamości i nawet głęboko szperając znaleźć można niewiele informacji. On jest warszawiakiem, którego pasją jest pisanie tekstów. Można znaleźć w nich kilka wspólnych cech i inspiracji. Grzesiuk, Tyrmand, Wiech - to pisarze na których się chował. Lubi prostą formę, ale i niebanalne metafory oraz nawiązania. Garściami czerpie z ulicznego języka stolicy.

O Salome wiem jeszcze mniej. Jest studentką Akademii Sztuk Pięknych, rozmiłowaną w typografii, lubiącą bawić się formą, łączyć kulturę niską z wysoką, bądź po prostu tak modyfikować niską, by nabierała nowych znaczeń.

Wspólnie wymyślili coś, co bardzo trudno jednoznacznie określić. Na pierwszy rzut oka to zwykłe, sprośne wierszyki, które każdy z nas widział nie raz, odwiedzając toalety na stacjach benzynowych, w klubach czy kiedyś w szkole. Takie określenie byłoby jednak nie trafione i krzywdzące. Rzeczywiście - wierszyki te składają się w dużej części z wulgaryzmów, w dodatku takich, które wielu osobom nie przeszłyby przez gardło. Jednak po wczytaniu się można odkryć wiele ciekawych rzeczy i dostarczyć sobie szerokiej skali emocji.

Kluczową rolę odgrywa forma. To właśnie typograficzny układ sprawia, że te wierszyki mają moc i wyraz. Nawet słowo "kutas" odpowiednio rozbite i zapisane potrafi wyglądać ciekawie i brzmieć zdecydowanie. Kolejna kwestia to uniwersalność. Tak jak z "kiblową" poezją trudno się identyfikować, tak podejrzewam, że wiele (jak nie większość) czytających "Prostą miłosną poezję" osób przyłapało się na tym, że podobne myśli w życiu im się zdarzyły, bądź sami dla żartu w różnych, intymnych sytuacjach podobne "dzieła" tworzyli.

Zaglądając na "Prostą miłosną poezję" nie zapominajcie, że to przede wszystkim zabawa. Zabawa słowem i formą. Pamiętać też trzeba, że proste, sprośne wiersze zdarzały się największym. Bukowski, Ginsberg, Świetlicki - autorzy z różnych parafii, ale łączy ich to, że potrafili ulicznego języka bądź wulgaryzmów używać tak, by nabierały nowych znaczeń.
Dlatego też stronę Ancymona oraz Salome polecam. Nie ma się czego wstydzić, a i odprężyć się można. W zabawny sposób przypomnieć sobie o różnych własnych przeżyciach - to zawsze w cenie.
Trwa ładowanie komentarzy...