O Salome wiem jeszcze mniej. Jest studentką Akademii Sztuk Pięknych, rozmiłowaną w typografii, lubiącą bawić się formą, łączyć kulturę niską z wysoką, bądź po prostu tak modyfikować niską, by nabierała nowych znaczeń.
Wspólnie wymyślili coś, co bardzo trudno jednoznacznie określić. Na pierwszy rzut oka to zwykłe, sprośne wierszyki, które każdy z nas widział nie raz, odwiedzając toalety na stacjach benzynowych, w klubach czy kiedyś w szkole. Takie określenie byłoby jednak nie trafione i krzywdzące. Rzeczywiście - wierszyki te składają się w dużej części z wulgaryzmów, w dodatku takich, które wielu osobom nie przeszłyby przez gardło. Jednak po wczytaniu się można odkryć wiele ciekawych rzeczy i dostarczyć sobie szerokiej skali emocji.
Kluczową rolę odgrywa forma. To właśnie typograficzny układ sprawia, że te wierszyki mają moc i wyraz. Nawet słowo "kutas" odpowiednio rozbite i zapisane potrafi wyglądać ciekawie i brzmieć zdecydowanie. Kolejna kwestia to uniwersalność. Tak jak z "kiblową" poezją trudno się identyfikować, tak podejrzewam, że wiele (jak nie większość) czytających "Prostą miłosną poezję" osób przyłapało się na tym, że podobne myśli w życiu im się zdarzyły, bądź sami dla żartu w różnych, intymnych sytuacjach podobne "dzieła" tworzyli.
Zaglądając na "Prostą miłosną poezję" nie zapominajcie, że to przede wszystkim zabawa. Zabawa słowem i formą. Pamiętać też trzeba, że proste, sprośne wiersze zdarzały się największym. Bukowski, Ginsberg, Świetlicki - autorzy z różnych parafii, ale łączy ich to, że potrafili ulicznego języka bądź wulgaryzmów używać tak, by nabierały nowych znaczeń.
Dlatego też stronę Ancymona oraz Salome polecam. Nie ma się czego wstydzić, a i odprężyć się można. W zabawny sposób przypomnieć sobie o różnych własnych przeżyciach - to zawsze w cenie.
