Suuns w Warszawie!

Autor plakatu: Łukasz Rychlicki
Autor plakatu: Łukasz Rychlicki
Brakuje mi Suuns w Polsce. Nie chodzi o same występy na żywo - a ten w Kulturalnej będzie jedynym - ale też o media muzyczne, rozmowy czy Facebookowe tablice znajomych. To zdecydowanie za dobry zespół, bym nie zebrał się w sobie i nie napisał pierwszego od dawna tekstu na NaTemat.

Pozwólcie, że będzie tu więcej odczuć niż faktów. Jeśli chodzi o konkret - wyręczę się tu materiałami organizatora, które zamieszczę na końcu. Po prostu Suuns wzbudzają we mnie zbyt wiele emocji, bym mógł z tego tekstu zrobić biogram.



Zaczęło się od przyjaciółki Pauliny, z którą miałem zwyczaj raz na jakiś czas spotykać się wieczorem żeby posiedzieć, pomilczeć i puszczać sobie piosenki. Może nie brzmi to jak przygoda, ale uwierzcie - jak się piosenki bardzo lubi i zna kogoś, kto jest w stanie pokazać nam coś nowego i ciekawego, wtedy taki wieczór to bardzo miłe przeżycie, szczególnie po dni ostrego zasuwania.

Paulina podczas jednego z takich wieczorów puściła mi Suuns. To może po kolei. Najpierw dźwięk. Dużo dynamicznego dźwięku bardzo niespodziewanie i przekonanie, że zaczynam właśnie słuchać klimatycznej acz ciężkiej muzyki elektronicznej. Potem miganie. Przed obejrzeniem teledysku do "2020" nie wiedziałem, że ekran monitora może świecić tak jasno. Na zakończenie kombinacji - gitara i wokal. To był moment zakochania.



Suuns wdarli się do mojej głowy szybko, mocno i na długo (miłość wciąż trwa). Są zespołem, który jest w stanie pogodzić fanów punka z pokoleniem afterowiczów, jak i miłośników wszelakiego brudnego brzmienia, z tymi którzy preferują estetykę i pewnego rodzaju "geometrię" w muzyce. Wrażenia są trochę jak po obejrzeniu pierwszej sceny filmu "Hemel", w której główna bohaterka, młoda atrakcyjna dziewczyna pluje prosto do ust swojemu partnerowi chwile po seksie.

Uwielbiam też to, że u nich wszystko łączy się w spójną całość. Wystarczy obejrzeć teledyski do wspomnianego "2020" czy chociażby genialnego "Pie IX". Brakuje mi u nas takich klipów. Czasem wydaje mi się, że boimy się robić coś co nie ma wyraźnie zaznaczonej fabuły, logiki - boimy się robić klipy "wrażeniowe". Suuns się nie boją, gwałcą zmysły i muzyką, i teledyskami.



Bardzo długo czekałem na możliwość usłyszenia ich w Polsce. Cieszę się, że do tego dnia pozostało tylko kilka dni. Muszę się przyznać, że mimo wałkowania ich utworów od 2 lat o projekcie z Jerusalem In My Heart dowiedziałem się dopiero przy okazji czytania o warszawskim koncercie. Wiecie jak to jest, gdy zespół, który uwielbiacie ma zagrać koncert z nowym projektem i czujecie obawę, czy to na pewno będzie "to"? Uspokoję was, bo siebie już uspokoiłem. Album Suuns z YIMH przesłuchałem już kilkanaście razy. Magia!



A teraz obiecany konkret z materiałów organizatora:

Biorąc pod uwagę dotychczasowe dokonania muzyków z obu projektów, można odnieść wrażenie, że nie łączy ich nic poza miastem, w którym na co dzień żyją i tworzą, czyli Montrealem. Suuns dali się poznać jako indie-rockowa czy też art-punkowa kapela, która nie wychyla się poza typowe składu gitara-bas-klawisze-perkusja linearne i rytmiczne struktury melodii; pochodzący zaś z Libanu multimedialny producent Radwan Ghazi Moumneh zasłynął łączeniem tradycyjnych bliskowschodnich motywów ze zdecydowanie bardziej awangardowym brzmieniem. Ci pierwsi związani są ze znanym labelem Secretly Canadian i doczekali się wykorzystania swojego singla w reklamie Nike, a ten drugi wydaje w bezkompromisowej wytwórni Constellation i tworzy muzykę w tym samym studiu co Godspeed You! Black Emperor.

Jednak ich drogi połączyły się na tyle, że z początkiem 2012 roku postanowili spędzić 7 dni na wspólnej sesji nagraniowej. Założenie było takie, że razem stworzą szkice utworów i zarejestrują tyle z nich, ile tylko się da, bez wzajemnych uprzedzeń. Spotkanie to okazało się nad wyraz owocne i przyniosło piosenki o zróżnicowanym brzmieniu, łączącym analogowe syntezatory, wpływy arabskie i wrażliwą elektronikę. Po wydaniu swych „indywidualnych” płyt i trasach koncertowych wreszcie w tym roku byli gotowi wydać efekt tej współpracy, a płyta szybko zyskała uznanie recenzentów z portali Pitchfork, Stereogum, The Quietus czy Drowned in Sound.


WYDARZENIE NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...