Grupa naTemat
NIE PRZEGAP WESPRZYJ POLSKI STARTUP W ŚWIATOWYM KONKURSIE. ZAGŁOSUJ I DAJ SZANSĘ POLAKOM WYGRAĆ 250 TYS. USD.

Wrażenia z OFF Festival 2013

Nie ukrywam, że OFF jest moim ulubionym polskim festiwalem i po edycji 2013 nic się w tej kwestii nie zmieniło. Wprawdzie miałem wrażenie, że w tym roku line up był nieco mniej różnorodny od tego z OFFa 2012, ale wysoki poziom i genialny klimat zostały zachowane.

Pierwszego dnia nieco się spóźniłem, dotarłem dopiero na 17.50 na koncert Mikala Cronina, który swoją ostatnią płytą udowodnił, że jest muzykiem stale się rozwijającym, potrafiącym pisać bardzo dobre teksty i wkomponowywać w brudne garażowe brzmienie świetne melodie. Nie zawiodłem się na nim ani trochę, niedosyt pozostawiła jednak publiczność (jeśli można to uznać za wadę koncertu), która rok temu na Ty Sygall (z którym też występował Cronin) skakała pod sufit, surfowała nad głowami co sekundę i generowała taką ilość pozytywnej energii, że starczyłoby na zasilenie całej Warszawy przez dobę. Tym razem tak nie było. Trochę tańców, trochę skakania, ale brakowało magicznego pierwiastka szaleństwa.



Po Mikalu skakałem między scenami, na dłużej zatrzymałem się dopiero przy hipnotyzującej Nite Jewel i Peanut Butter Wolfie, którzy zagrali swoją interpretację płyty „Computer World” Kraftwerku. W tym czasie na scenie MBank grał Zbigniew Wodecki z Mitch & Mitch (podobno bardzo udany koncert, wbrew przedfestiwalowym szyderstwom), ale nie żałuję swojego wyboru, tym bardziej, że projekt ten nie został nigdy nagrany w studio (może w przyszłości?). Przez godzinę na zmianę to tańczyłem, to stałem jak zaczarowany z otwartą buzią delektując się pysznymi, elektronicznymi dźwiękami. Narnia.

Potem wybrałem się na The Smashing Pumpkins i wytrzymałem dziesięć minut. Nie chcę narzekać, bo nigdy nie byłem ich wielbicielem, ale nawet od najwierniejszych fanów usłyszałem opinię, że grupa powinna przestać koncertować naście lat temu. To nie było to. Uciekłem do namiotu Trójki posłuchać składu AlunaGeorge i było miło. Wprawdzie nie porwali mnie do szalonego tańca, ale z przyjemnością słuchałem znanych pewnie większości z Was hitów jak „Your Drums, Your Love” czy „White Noise” wykonywanych na żywo. Na koniec wybrałem się na Blondes i choć na co dzień nie pochłaniam zbyt dużej ilości deep housów (sam nie wiem jak ich dobrze sklasyfikować), tak w tym wypadku totalnie odleciałem. Panowie dali radę, dali też szansę wymęczonym przez Smashing Pumpkins offowiczom się wytańczyć.

Drugiego dnia już się nie spóźniłem i punkt 15.35 stawiłem się na koncercie trójmiejskiego zespołu Trupa Trupa, który miałem przyjemność gościć dwa lata temu w Śnie Pszczoły i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jeśli chodzi o młode, polskie, gitarowe zespoły niewielu im może dorównać i chyba nie tylko mi się tak wydaje, bo na koncercie zauważyłem nawet Jonathana Ponemana – szefa wytwórni Sub Pop. ++, czyli druga płyta Trupy, jest znacznie bardziej melodyjna od pierwszej, ale też w opozycji do bardzo ładnych melodii serwowane są mocne, ocierające się o czarny humor teksty, co wywiera bardzo duże wrażenie. Po koncercie udało mi się zadać parę pytań Grzegorzowi Kwiatkowskiemu i Tomaszowi Pawluczukowi:

B.M.: Na początek zapytam o inspiracje. Porównywano Was do wielu kultowych zespołów, nawet do The Doors. Jak jest naprawdę, co was kształtowało?

Grzegorz Kwiatkowski: Można podzielić to na dwa okresy. Przy wydaniu LP z 2011 roku rzeczywiście przewijała się opcja The Doors, bo klawisz jest tam mocno wybity i siłą rzeczy pojawia się takie skojarzenie. Przy nagrywaniu drugiej płyty było trochę inaczej, jest to materiał bardziej brudny, harmonijny, „doorsowych” skojarzeń jest mniej. Inspiracje są różne, Wojtek nasz kolega ładnie to ujął, że Trupa jest sumą czterech postaw, np. Wojtek Juchniewicz słucha sytuacji jak Swans, Fugazi czy Sonic Youth - dla niego to najważniejsze zespoły; Rafał Wojczal słucha Eliota Smitha, Johna Frusciante i tego typu rzeczy, a Tomek…

Tomek Pawluczuk: U mnie jest różnie, zmienia mi się to z czasem. Ostatnio słucham bardzo dużo zespołów pod kątem brzmienia „vintydżowego” jak chociażby Tape Impala, Uknown Mortal Orchestra.

G.K.: Dla mnie np. nie jest najważniejsze brzmienie tylko melodia. Nowa płyta Tape Impala zachwyciła mnie nie tylko ze względu na brzmienie, ale i melodyjność, miałem wrażenie jakbym słuchał jakiejś niepublikowanej płyty The Beatles i Beatles właśnie są chyba łącznikiem między nami wszystkimi, między całym zespołem.

B.M.: Na płycie ++ większość tekstów jest o śmierci, cierpieniu, przemijaniu. Wiąże się to z waszymi przeżyciami, czy bardziej jest konwencją?

G.K: Kolejną opcją, która nas spaja, jest podobne myślenie. Teksty są pesymistyczne w pewnym sensie, ale też z dużą dozą czarnego humoru.

T.P.: Jest to przewrotne jak wiele rzeczy w tym zespole. Z jednej strony śpiewamy o smutnych sytuacjach, a często to się odbywa w dosyć cyrkowy, rubaszny sposób. Operowanie na tych dwóch biegunach daje fajny efekt.

G.K: Wydaje mi się, że łączenie groteski z tymi poważnymi tematami daje mocniejszy wydźwięk.



Po koncercie Trupa Trupa pobiegłem szybko na Bisza z B.O.K. Bardzo pozytywne zaskoczenie. Kawałki Bisza mi się podobają, ale bez psycho fanem bym się nie nazwał, nie spodziewałem się, że na żywo wyzwolą we mnie większe emocje. A tu proszę, uderzyli jak rakieta i myślę, że zachęcili do tańca, a co najmniej do pokiwania się nawet największych rap-sceptyków.

O innych koncertach tego dnia rozpisywał się nie będę, bo muszę zostawić trochę miejsca na Bohren Und Der Club of Gore, zespół dark jazzowy, który kocham całym sercem. Posłuchać ich na żywo, to było przeżycie wręcz mistyczne. Wyobraźcie to sobie, w namiocie całkowita ciemność, nagle zapalają się trzy malutkie, fioletowe lampki ustawione w równych odległościach od siebie na scenie, na wysokości trochę powyżej głowy. Widać przepływający przez mdłe światło dym. Zapala się też bęben perkusji i słychać leniwie wybijany rytm. W lewy strumień światła wchodzi basista i zaczyna grać, dołączają klawisze, na koniec wkracza saksofonista, ale tylko trochę, tak że oświetlony jest do połowy i zaczyna grać najbardziej nastrojowe melodie OFFa. Odpłynąłem, sceny z życia i z wyobraźni przelatywały mi przed oczami. Bohren – kocham was. Noir do potęgi.



Uważam, że trzeci dzień, był najbardziej energicznym dniem OFFa (po tak ciężkich koncertach jak Bohren czy Godspeed dnia drugiego, to było potrzebne). Bardzo dobry koncert zagrał zespół Gówno, old schoolowy polski punk w najlepszym wydaniu. Tres.B jak zawsze cudowni. Z niecierpliwością czekałem na Molestę – byłem bardzo ciekaw, jak OFFowa publiczność odbierze klasykę polskiego, ulicznego rapu. Gdy koncert się zaczął odetchnąłem z ulgą, może nie było klimatu jak na stricte rapowej imprezie, ale frekwencja wydaje mi się była lepsza niż pod koniec późniejszego koncertu MBV i zaskakująco dużo osób znało na pamięć takie pozycje jak „Klima”, „Się Żyję” czy „Wiedziałem że tak będzie”. Na scenę poleciały nawet staniki.

Za najbardziej szalony koncert OFFa uznaje występ zespoły Thee Oh Sees, co do którego oczekiwania miałem wielkie, bo nagrania mają genialne, a o ich koncertach słyszałem legendy. To było to, w końcu. Zwariowałem, ale nie tylko ja – cały namiot się trząsł od szalonego tańca.



Na koniec chciałem tylko wyjść na chwilę poza kwestie muzyczne – uważam OFFa, za jeden z lepiej zorganizowanych festiwali w Polsce – rzadko się spotyka, by nawet pod koniec festiwalu wszędzie było tak czysto, informacje od wolontariuszy można dostać bez problemu, kolejki są stosunkowo nieduże (przy komplecie sprzedanych biletów!), przebywanie tam to czysta przyjemność. W tym roku był nawet punkt z masażem za 15 (!)zł, bardzo dobrym masażem:). Jedyny zgrzyt, o którym usłyszałem od znajomych, to kwestia biletów jednodniowych. Podobno pierwszego dnia obsługa zapewniała, że będą dostępne bilety jednodniowe na następne dni i wiele osób skuszonych tym info przyjechało specjalnie do Katowic, by… odbić się od bramy słysząc, że jednodniówki jednak nie będą sprzedawane. Ale to jeden jedyny fuck up komunikacyjny, o jakim doszły mnie słuchy, ogólne wrażenie tak jak rok temu bardzo dobre. Artur Rojek BIG UP.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
MuzykaFestiwale
Skomentuj